Aktualności

Czy można zabronić dzieciom wstępu do restauracji?

dziecko w restauracji

Ostatnio media obiegły doniesienia o zakazie przyprowadzania dzieci poniżej 6 roku życia, jaki wystosowała jedna z poznańskich restauracji. Sprawa wywołała wielkie poruszenie i stała się przyczynkiem do dyskusji na temat tego, czy ograniczanie grupy swoich klientów wyłącznie do wybrańców jest a. dozwolone, b. wskazane. Dziś postaramy się przyjrzeć bliżej temu tematowi oraz sprawdzimy, czy da się znaleźć wyjście, które zadowoli zarówno zwolenników, jak i przeciwników maluchów w lokalach gastronomicznych.

Zdania klientów są w tej materii podzielone. Duża część osób, które odwiedzają restauracje zdecydowanie sprzeciwia się temu, by do tych miejsc przyprowadzać dzieci. Co ciekawe – w tej grupie są zarówno osoby bezdzietne, jak i rodzice. Po publikacjach na temat decyzji właścicielek wspomnianej, poznańskiej gastronomii, w sieci rozgorzała zawzięta dyskusja. Z jednej strony padały argumenty o tym, że wyjście na obiad to inwestycja czasu i pieniędzy, która powinna się zwrócić w postaci relaksu i miło spędzonego czasu. Z kolei obrońcy odwiedzania lokali w rodzinny gronie twierdzą, że takie postawienie sprawy jest wyrazem egoizmu i dyskryminacji. A jaka jest rzeczywistość? Cóż, prawda tradycyjnie leży po środku.

Czy mogę zakazać przyprowadzania dzieci do mojej restauracji?

Jak się okazuje, postępowanie poznańskich restauratorów może być niezgodne z prawem. Według artykułu 32. Konstytucji RP w życiu społecznym nie wolno dyskryminować nikogo z jakiejkolwiek przyczyny. Przejawem takiej dyskryminacji, zdaniem rzecznika praw obywatelskich, Adama Bodnara, jest właśnie odmowa oferowania usług rodzicom z dziećmi. Tyle teorii, w praktyce jednak nie ma konkretnej ustawy, która chroniłaby opiekunów przed takim działaniem. Jedyne, na co mogą liczyć, to proces cywilnoprawny, podczas którego sąd obiektywnie rozważy przyczyny, dla których konkretnym osobom odmówiono określonych świadczeń.

Jak widać, tego typu zakazy nie są ścigane z urzędu, ale czy jest to jednoznaczne z tym, że wprowadzenie ich w życie to dobry pomysł? Zastanówmy się nad pozaprawnymi aspektami zagadnienia.

Wpływ na wizerunek

Chyba żaden człowiek nie lubi, gdy mu się czegoś zabrania. Polacy, jako naród notorycznie pozbawiany wolności, szczególnie źle reagują na wszelkiej maści zakazy i nakazy. Dlatego też rygorystyczne ograniczenia i obostrzenia dotyczące tego, do kogo skierowana jest oferta restauracji, mogą się nam odbić czkawką. W świecie, w którym rządzi Internet, złe wieści rozprzestrzeniają się z prędkością błyskawicy. Jedna negatywna opinia oburzonego rodzica może wskrzesić pożar, którego nie da się ugasić. Tak było w przypadku poznańskiego przykładu. Zła opinia zaważy na ilości odwiedzin i negatywnie odbije się na kondycji finansowej lokalu.

Z drugiej jednak strony, wiele osób przychylnie przyjęło tego typu inicjatywę. Każdy, kto choć raz udał się do lokalu z zamiarem przyjemnego spędzenia czasu, a na miejscu zastał chordy rozkrzyczanych dzieci (w zasadzie wystarczy jedno niezadowolone niemowlę) wie, jakie to męczące i frustrujące. Dla części z takich osób zakaz przychodzenia do restauracji czy baru z dzieckiem będzie błogosławieństwem. Nie brakuje jednak ludzi, którzy, co prawda spotkali się z takimi sytuacjami, ale są jak najdalsi od wprowadzania rygorystycznych zakazów – z powodów wymienionych wyżej bądź czystej empatii.

Co zatem zrobić? Najpierw należy określić, kto jest naszą grupą docelową, w skrócie – na kim nam najbardziej zależy.

Czy zakaz przyprowadzania dzieci zaszkodzi restauracji?

Najpierw należy określić, kto jest naszą grupą docelową, w skrócie – na kim nam najbardziej zależy. Klientów restauracji możemy podzielić na młodych i ambitnych ludzi, którym nie w głowie rodzina i dzieci oraz matki, ojców, opiekunów prawnych, słowem – wszystkie osoby, które sprawiają pieczę nad maluchami.

Milenialsi i hipsterzy

W sytuacji, gdy nasza oferta bardziej odpowiada tym pierwszym – z punktu widzenia czysto matematycznego, to ich opinia powinna być dla nas najważniejsza. Skupione na sobie pokolenie milenialsów nie specjalnie toleruje uprzykrzanie im czasu. Osoby te są bardzo aktywne, spędzając mnóstwo godzin w barach, restauracjach i kawiarniach. To w nich spotykają się ze znajomymi, przeglądają Internet, robią zdjęcia, by podbić swój status w social mediach czy w reszcie – pracują. To pokolenie freelancerów, którzy zadania realizują z dala od biur i sztywnych ram. Kochają wolność i poszanowanie swojego komfortu. Dla nich obecność dzieci przy stoliku obok to powód do opuszczenia lokalu i prawdopodobnie, w przyszłości trzymania się od niego z daleka.

Rodzice

Co ciekawe, w grupie osób urodzonych po roku 80, zwanych potocznie milenialsami, są także rodzice. Zatem, jeśli profil prowadzonego przez nas lokalu nie jest skupiony na podążaniu za najnowszymi trendami i przyciągani hipsterów, a w menu mamy sporo propozycji skierowanych do najmłodszych, warto poszukać rozwiązań, które zadowolą każdego klienta. Nie możemy ignorować skarg osób, którym przeszkadzają głośne krzyki czy płacz dziecka. Ci klienci po prostu do nas nie wrócą. Są jednak sposoby na to, by spotkać się po środku.  

dzieci

Wilk syty i owca cała – jak stworzyć lokal przyjazny wszystkim?

Jak w każdej sytuacji, która pozornie nie ma wyjścia, warto poszukać kompromisu. W jaki sposób? Idealnym rozwiązaniem byłoby przystosowanie lokalu do odwiedzin małych gości. Niewielu właścicieli może sobie jednak pozwolić na wyodrębnienie specjalnej Sali przeznaczonej wyłącznie dla rodziców i ich pociech. Co zatem można zrobić?

Menu i zastawa

Dzieci zwykle nie lubią potraw „dla dorosłych”. Nieznane produkty podane w obcy dla nich sposób wzbudzą jedynie niechęć i wywołają grymaszenie, a stąd już tylko krok do chaosu. Dlatego warto w karcie dań umieścić pozycje uwielbiane przez większość kilkulatków – frytki, kotleciki z drobiu w kształcie zwierzątek czy makaron z sosem pomidorowym powinny zadowolić każdego brzdąca i zminimalizować ryzyko wybuchu. Nie zapominajmy o kolorowych talerzach i kubkach na przykład z wizerunkami popularnych bohaterów bajek.

Kącik zabaw

Dzieci znudzone to dzieci marudne. Z tego względu warto wygospodarować niewielki kącik, w którym znajdzie się mały stolik krzesełka, kredki, klocki i inne zabawki. Dzieci będą miały okazję zająć czymś uwagę, a także poznać nowe koleżanki i kolegów.

Animator

Maluchy szybko się nudzą. Ich uwaga skupia się na danej rzeczy dosłownie na chwilę. Dla dzieci do lat sześciu godzina spokojnego siedzenia to nie lada wyczyn. Dlatego znakomitym pomysłem jest zatrudnienie osoby, która poprowadzi interesujące zajęcia o charakterze rozrywkowym i edukacyjnym. Bez obaw! Ne musi to być od razu wykwalifikowany nauczyciel czy przedszkolanka. Wystarczy student z kreatywnym zacięciem i dobrym podejściem do dzieci. Zaangażowanie go na kilka newralgicznych godzin dziennie lub w trakcie weekendów z pewnością nie obciąży budżetu restauracji, a przyniesie wymierne korzyści.

Jak widać temat jest trudny i każda ze stron ma trochę racji w tym konflikcie. Jedno jest pewne – zawsze warto szukać nici porozumienia i rozwiązań kompromisowych, które pozwolą koegzystować różnym grupom społecznym. Ogromną rolę odgrywa tu zwykła ludzka życzliwość oraz poszanowanie drugiego człowieka. Rodzice powinni rozumieć osoby, które oczekują w lokalach komfortu, tym z kolei warto przypomnieć, że one również kiedyś były dziećmi 😉 Jako właściciele punktów gastronomicznych postawmy przede wszystkim na zadowolenie gości, na których nam najbardziej zależy, pamiętając jednocześnie o tym, że każda decyzja wpływa na opinię lokalu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *